Publicité

Wyłożyła ściany wełną, nieświadoma, że ​​uratuje jej to życie, gdy zamieć pogrzebała miasto.

Publicité

Ingred wszedł do sklepu. Elias Croft stał za ladą i wszystko słyszał.

„Masz rację” – powiedział cicho Croft. „Co do zimna”.

Ingred zebrał swoje zapasy i nie odpowiedział.

Pod koniec października ściany były gotowe. Każda wewnętrzna powierzchnia chaty, 330 stóp kwadratowych desek, pęknięć i spoin, była teraz pokryta warstwą sprasowanej surowej wełny o grubości 7,5 cm. Ingred zużył 27 kilogramów wełny, przybitej, wciśniętej i ubitej w każdą szczelinę. Zapach nieco wyblakł, gdy lanolina się utleniała, ale w chatce nadal unosił się silny, zwierzęcy odór strzyżenia owiec. Wyłożył również sufit: kolejne 3 metry kwadratowe, kolejne 5,5 kilograma wełny. Dach nadal przeciekał w trzech miejscach, ale teraz krople spadały na wełnę, która wchłaniała wilgoć i utrzymywała ją na miejscu, nie pozwalając jej dalej kapać.

Miała dwa stosy drewna na opał ułożone pod północną ścianą. Miała mąkę, fasolę, kawę i sól. Miała 238 owiec. Pod koniec września straciła dwie z powodu wilków, które pasły się na ostatniej suchej trawie, zanim wszystko pokrył śnieg. I miała wątpliwości.

Słowa Thomasa Arnisona wróciły do ​​niej nocą, gdy październikowy wiatr smagał ściany, a temperatura spadła do -20 stopni. Wełna nie powstrzyma takiego zimna. W tle rozbrzmiewał werdykt Eliasa Crofta. Ci, którzy nie wierzą. Postawiła wszystko na ideę, w którą nikt inny nie wierzył. Jeśli się pomyliła, umrze. To było takie proste.

Pierwszy śnieg spadł 4 listopada. 5 cm, potem 10 cm, potem 20 cm. Temperatura spadła do 10 stopni powyżej zera, potem do 0 stopni, potem do -5 stopni. Ingrid dbała o ogień w piecu, starannie go rozpalając i odmierzając drewno na funty. 8 tygodni opału, 16 tygodni zimy. Obliczenia się nie zmieniły. Ale coś innego się zmieniło.

W domku było ciepło. Nie gorąco, nie wygodnie, ale ciepło, cieplej niż się spodziewano. Przy temperaturze na zewnątrz 5 stopni poniżej zera i piecu rozkręconym na małą moc, żeby oszczędzać drewno, temperatura wewnątrz utrzymywała się na poziomie 3 stopni. Ściany nie traciły już ciepła. Wiatr, który wdzierał się w każdą szczelinę, teraz naciskał na 9 centymetrów sprasowanej wełny, a wełna trzymała się mocno.

Ingred przycisnął dłoń do wewnętrznej ściany. Była chłodna w dotyku, ale nie zimna, nie jak lodowata powierzchnia nieocieplonej chaty. Runo stworzyło barierę między nią a zimą na zewnątrz.

Nie świętowała. Było za wcześnie, a prawdziwy mróz jeszcze nie nadszedł. Listopad był tylko preludium. Styczeń miał być testem.

Ale po raz pierwszy od przyjazdu do Montany Ingred Torsdaughter pozwoliła sobie myśleć, że może przeżyje.

Część 2

Listopad przyniósł więcej śniegu. Do 20 listopada zaspy osiadły pod ścianami chaty na głębokość 1,2 metra. Ingrid wykopał ścieżkę do stosu drewna i drugą do małej stodoły, gdzie nocował z owcami. Spalał mniej drewna, niż obliczył, może jedną piątą liny tygodniowo zamiast jednej czwartej. W takim tempie jego dwie liny wystarczą na 10 tygodni zamiast ośmiu. Wciąż krótko, ale prawie.

22 listopada rozpętała się zamieć. Temperatura spadła z -15 stopni powyżej zera do -11 stopni poniżej zera w ciągu zaledwie sześciu godzin. Wiatr wył w Dolinie Musselshell z prędkością 65 km/h, spychając śnieg poziomo i tworząc zaspy sięgające dachów. Ingrid zamurowała drzwi szmatami i usiadła pośrodku chaty, nasłuchując szaleństwa świata na zewnątrz.

Ściany wytrzymały. Wełna wytrzymała.

Przy temperaturze zewnętrznej -11 stopni poniżej zera, w środku temperatura utrzymywała się na poziomie -31 stopni. Jej wiadro z wodą nie zamarzło.

Ale zamieć to był dopiero początek. Przekonała się o tym później, kiedy Thomas Arnison 1 grudnia udał się do jej chaty, żeby upewnić się, że żyje.

„Nie jest najgorzej” – powiedział Thomas. Stał na progu, strzepując śnieg z butów, z twarzą czerwoną i popękaną od wiatru. Straciła pięć owiec podczas listopadowej zamieci, zamarzniętych w miejscu, bez możliwości znalezienia schronienia. „Prawdziwe burze nadejdą w styczniu. Temperatura spadnie do -40 stopni, może nawet niżej”.

Spojrzała na ściany, na wełnianą izolację, która do tej pory ją ratowała. Jej wyraz twarzy był nieodgadniony.

„Działa” – powiedziała Ingred.

„Jak na razie”.

„Będzie działać”.

Thomas spojrzał jej w oczy. „Mam taką nadzieję, bo gdyby nie…” Zatrzymał się. Potem powiedział cicho: „Starsi mówią, że ta zima jest inna, ostrzejsza, przyszła wcześniej. Bydło już umiera na pastwiskach, bo trawa jest uwięziona pod lodem. Jeśli owce też zaczną umierać…”

Nie dokończył. Nie było potrzeby.

Ingred zrozumiała. Gdyby zima zabiła…

Publicité