Nie z mojego mieszkania.
Ale z mieszkania moich rodziców w Ecatepec, gdzie dochodziłam do siebie, bo w mieszkaniu, które dzieliłam z mężem, Mateo Garcíą, wciąż naprawiali wyciek wody, który wywrócił naszą sypialnię do góry nogami.
Mateo pojechał do apteki po antybiotyki, gazę i poporodowe podpaski, które przepisali mi w szpitalu.
Byłam w swoim starym pokoju, z moją córką Valerią śpiącą w kołysce. Poruszałam się powoli, bo każdy krok ciągnął szwy.
Wtedy zadzwonił telefon mojej mamy, Carmen. A kiedy się rozłączyła, weszła do pokoju z tym ostrym wyrazem twarzy, który zawsze miała, gdy chodziło o moją siostrę.