Faza 5. Noc, kiedy Ira po raz pierwszy przestał się wymawiać.
Wyjechaliśmy, gdy było już ciemno.
Siedziałam w kabinie ciężarówki między ojcem a synem. Jegorka spał z nosem w mokrym pluszowym misiu owiniętym w mój sweter. W kabinie unosił się zapach oleju napędowego, herbaty z termosu i czegoś nieznośnie znajomego: bezpieczeństwa.
Milczałam prawie przez całą drogę. W końcu powiedziałam:
– Tato… Przepraszam.
Ojciec cały czas wpatrywał się w drogę.
– Za co?
– Za sprzedaż mieszkania. Za to, że nie posłuchał. Za… to, że zostałem do tego zmuszony.
Zatrzymał się na chwilę, włączył kierunkowskaz i ostrożnie zmienił pas.
„Słuchaj uważnie, Ira” – powiedział w końcu. „Nie sprowokowałaś tego. Zostałaś wprowadzona w błąd. To dwie różne rzeczy. Rozumiesz?”
Oczy znowu zaczęły mnie piec. Ale ja…
„Sama chciałaś rodziny, domu i normalnego życia dla swojego dziecka. To nie przestępstwo. Przestępstwem jest wykorzystanie tej okazji”.
Odwrócił się na chwilę, spojrzał na mnie i dodał cicho:
— Źle? Tak. Cóż, każdy czasami popełnia błędy. Pytanie nie brzmi *czy* błąd był, ale co trzeba zrobić dalej.
A potem było strasznie. Bardzo strasznie.
Następnego dnia poszliśmy do prawnika. Potem do MFC (Ministerstwa Finansów) po wyciągi. Potem do sądu, żeby złożyć pozew. Rozwód, ustalenie miejsca zamieszkania dziecka, alimenty, podział majątku wspólnego, odszkodowanie za pieniądze zainwestowane w budowę i bezpodstawne wzbogacenie Tamary Pawłownej.
Podpisałam papiery i czułam się mniej jak kobieta, a bardziej jak zepsuta maszyna. Tylko mój ojciec zawsze był przy mnie – z termosem, długopisem i słowami: „Czytaj, nie spiesz się”. A wieczorami była mama (mieszkaliśmy osobno od dawna, ale od razu, jak się o tym dowiedziała, wpadła), gorąca zupa i Jegorka, który nagle znowu zaczął się śmiać.
Na początku Wadim dzwonił bez przerwy. Krzyczał, groził i płakał przez telefon:
— Ira, wiesz, mama mnie strasznie zdenerwowała… Nie idźmy do sądu… Niszczysz mi karierę…
Potem dołączyła do nich Tamara Pawłowna:
„Jesteś niewdzięczny! Wpuściliśmy cię, a ty idziesz z policją!”
Po raz pierwszy w życiu nie usprawiedliwiałem się.
„To też był mój dom. Z moimi pieniędzmi. I z pieniędzmi mojego ojca” – powiedziałem spokojnie. „A potem przez prawników”.
I go eksmitowałem.
Najgorsze wydarzyło się tydzień później. Vadim próbował rozsiewać plotki wśród wspólnych znajomych, że „oszalałem”, „ukradłem elektronikę” i „zabrałem dziecko z zemsty”. Ale coś, na co się nie spodziewał, zadziałało: mieliśmy dokumenty, nagrania wideo, raport policyjny i świadków. A potem była jeszcze teczka mojego ojca.
Kłamstwa nie idą w parze z papierkową robotą.