Faza 6. Proces, dowody i moment, w którym Wadim w końcu zbladł.
Proces trwał prawie pięć miesięcy.
Wadim przybył w drogich marynarkach, z nowym prawnikiem i swoim typowym wyrazem twarzy: „Wygłoszę wszystkim wykład”. Tamara Pawłowna udawała oburzenie. Oksana nie pojawiła się na kilku pierwszych rozprawach, ale potem pojawiła się raz, w formalnym garniturze, ze spuszczonymi oczami.
Jednak ich pewność siebie zaczęła się kruszyć w dniu, w którym sędzia zażądał dowodów na źródła finansowania budowy.
Ojciec otworzył teczkę.
Nie jeden kawałek papieru, nie dwa – cały system. Umowa kupna mieszkania sprzed ślubu. Wyciągi bankowe z przelewami na Wadima. Paragony. Rachunki za materiały budowlane. Paragony za sprzęt. Korespondencja, w której Tamara Pawłowna obiecuje zarejestrować działkę „po zakończeniu stanu surowego”. Zdjęcia z różnych etapów budowy z datami. Nawet potwierdzenia dostawy na plac budowy z podpisami Wadima.
Prawnik Wadima najpierw próbował argumentować, potem poprosił o więcej czasu, a potem zmieszał się sformułowaniem. Sędzia kilkakrotnie zdejmowała okulary i patrzyła na niego złowrogim wzrokiem.
A kiedy poruszyli kwestię zachowania Wadima w dniu eksmisji i pokazali nagranie Walentyny Pietrowny – jak moja walizka fruwała w błocie, jak dziecko płakało, jak Wadim krzyczał „wynoś się z mojego domu” – Wadim zbladł tak bardzo, że nawet Oksana na korytarzu odwróciła wzrok.
Dopiero wtedy po raz pierwszy zdał sobie sprawę, że sprawa nie będzie ograniczać się do „kłótni rodzinnej”. Ostatecznie sąd nie podjął natychmiastowej decyzji, ale orzeczenie było dla nas sprawiedliwe: rozwód, zatrzymanie dziecka przy mnie, alimenty, odszkodowanie za inwestycje przedmałżeńskie, zwrot części kosztów remontu i wyposażenia, uznanie mojego prawa do znacznej części wspólnie nabytego majątku oraz oddzielne postępowanie przeciwko Tamarze Pawłownej o naruszenie umowy i bezpodstawne wzbogacenie. Nie było bajki, nie było cudu z dnia na dzień, ale solidne, prawdziwe zwycięstwo.
Wadim nie czuł się już jak twierdza w swoim domu w elitarnej dzielnicy. Stał się on kosztownym, problematycznym majątkiem, narażonym na egzekucję hipoteczną, pozwy sądowe i perspektywę sprzedaży.
A dla mnie była to po prostu nauczka. Bardzo cenna lekcja. Ale nie zgubna.