Faza 7: Rodzina, która rozpadła się nie z powodu prawdy, ale z powodu kłamstw.
Wieczór, który miał być „piękną rocznicą”, zamienił się w rozprawę bez sędziów. A jednak nikt nie krzyczał. Krzyczała tylko prawda, ale w inny sposób: ciężki, stały, nieustępliwy.
Michaił wstał.
„Przyznaję” – powiedział ochryple. „Kiryl jest moim synem. Bałem się. Byłem słaby. Mama… nalegała. Ale ostatnie słowo należało do mnie. I wybrałem tchórzostwo”.
Spojrzał na Lerę i Antona:
– Nie chciałem, żebyście…
„Nie chcieliście, żebyśmy poznali prawdziwego siebie” – przerwała Lera. „Bo wtedy nie bylibyśmy cię już podziwiali”.
Anton gwałtownie westchnął:
– A teraz? Czego chcecie?
Michaił spojrzał na Ninę:
– Chcę, żebyśmy wszystko rozwiązali. Nina powoli pokręciła głową:
„Można to rozwiązać czynami. Ale nie zawsze da się odbudować zaufanie”.
Zwróciła się do dzieci:
„Nie proszę was o wybaczenie. Proszę was o to, żebyście wiedzieli. Żeby wasze życie nie opierało się na czyichś kłamstwach”.
Lera otarła niespodziewane łzy:
Nie wiem, jak to przetworzyć.
Anton spojrzał na Kiryła:
— Czy ty… czy ty naprawdę jesteś szefem kuchni?
Kirill uśmiechnął się ironicznie:
— Tak. A tak przy okazji, sam upiekłem ciasto. Chciałem, żeby mama miała przyjęcie, które zapamięta. Wyszło dobrze…
Nie dokończył.