Oczy Olivii zwęziły się:
— Myślisz, że jesteś taka sprytna, prawda? Zobaczysz. Pękniesz.
Ale dni zamieniły się w tygodnie, a Isabela nie pękła. Nie tylko przetrwała — wyprzedzała oczekiwania. Kawa Olivii zawsze miała idealną temperaturę, jej suknie były wyprasowane parą, zanim o to poprosiła, a buty lśniły jak lustra.
Don Ricardo zaczął to zauważać:
— Jest tu już ponad miesiąc — zauważył pewnego wieczoru. — To… rekord.
Olivia machnęła ręką z pogardą:
— Jest znośna… na razie.
Olivia nie wiedziała, że Isabela po cichu uczy się wszystkiego o niej: jej nastrojów, nawyków, nawet wieczorów, kiedy opuszczała rezydencję pod pretekstem „wydarzeń charytatywnych”.