Chłopiec przykucnął przed wózkiem i przemówił, jakby znali się od lat.
„Cześć. Jestem Davi. Widzę cię tu codziennie.”
Felipe odwrócił się w stronę głosu, jego niewyraźne oczy szukały źródła dźwięku.
„Tata zawsze zabiera mnie do parku” – odpowiedział cicho. – „Mówi, że świeże powietrze jest dla mnie dobre.”
„Nigdy nic nie widziałeś? Nigdy?” – zapytał Davi, bez owijania w bawełnę.
Felipe pokręcił głową. „Nigdy.”
Twarz Davi zrobiła się poważna, jakby miał zamiar podzielić się sekretem.
„Mój dziadek znał lekarstwo. Specjalne błoto z brzegu rzeki. Naprawiało wiele rzeczy. Jeśli chcesz, mogę nałożyć je na twoje oczy. Obiecuję, że spróbuję tak, żebyś nie był już niewidomy.”
Świat Marcelo zawęził się do jednej myśli.
To był nonsens. Głupota. Prawie obraza.