Czasami zostawał w szkole do późna, żeby grać na gitarze z kolegami, albo szedł do parku, żeby odpocząć, aż się ściemni.
Kiedy tak robił, zawsze do mnie pisał, ale może rozładowała mu się bateria w telefonie.
Powtarzałam sobie, że kiedy gotowałam obiad, kiedy jadłam sama, kiedy zmywałam naczynia, zostawiłam jego talerz w piekarniku.
Ale kiedy słońce zaszło, a jego pokój nadal był pusty, nie mogłam zignorować uczucia, że coś jest nie tak.
Zadzwoniłam do niego. Od razu włączyła się poczta głosowa.
O dziesiątej chodziłam już po okolicy, szukając go.
O północy siedział na komisariacie policji i zgłaszał zaginięcie kobiety.
Policjant zadawał mi pytania, robił notatki i w końcu powiedział: „Czasami nastolatki znikają na kilka dni. Kłótnie z rodzicami, takie tam”.
Zobacz resztę na następnej stronie.
„Daniel jest miły i wrażliwy. To jeden z tych dzieciaków, które przepraszają, gdy ktoś na niego wpadnie”.
Policjant uśmiechnął się do mnie ze współczuciem. „Zerwiemy związek, proszę pani”.
Ale zdałam sobie sprawę, że myślał, że jestem kolejną spanikowaną matką, która nie zna swojego dziecka.
Nigdy nie przypuszczałam, jak bardzo miał rację.
Następnego ranka poszłam do szkoły Daniela.
Dyrektorka była miła. Pokazała mi nagranie z kamery monitoringu przy głównym wejściu.
Usiadłam w małym gabinecie i obejrzałam nagranie z poprzedniego popołudnia.
Grupy nastolatków wylewały się z budynku, śmiejąc się, popychając i sprawdzając telefony.
Zobacz resztę na następnej stronie.