Staruszka podniosła wzrok. W jej oczach nie było ani gniewu, ani bólu — tylko głębokie zmęczenie.
— Nie, kochanie… Jestem dokładnie tam, gdzie powinnam.
Opuściła spojrzenie, a pielęgniarka, lekko zawstydzona, odeszła.
Minęła godzina. Potem następna. Ludzie przychodzili i wychodzili. Jedni byli wzywani, inni zaczynali tracić cierpliwość. A ona wciąż siedziała w tym samym miejscu — cicha i samotna