— Pan Dalton. Sąd jest gotowy.
Eric i jego świta weszli na salę. Rebecca podążyła za nimi ze swoją cienką teczką dowodów — dokumentami zbieranymi podczas bezsennych nocy i bezlitosnego dochodzenia. Wiedziała, że jest na przegranej pozycji. Ale znała też prawdę.
Sala była niewielka, wyłożona ciemnym drewnem, z brzęczącymi świetlówkami. Zespół Erica rozłożył laptopy i segregatory niczym armia. Rebecca usiadła sama przy drugim stole. Weszła sędzia — surowa kobieta w okularach do czytania, ze stalowym spojrzeniem.
— Proszę usiąść — powiedziała sędzia Marlow, przeglądając akta. — Dalton przeciwko Sloan. Rozwiązanie małżeństwa.
Jej wzrok spoczął na Rebecce.
— Pani Sloan, czy ma pani reprezentację prawną?