Publicité

Nieświadomy, że jego żona jest ukrytą dziedziczką ogromnej fortuny, podpisał papiery rozwodowe z drwiącym uśmiechem na twarzy…

Publicité

Tłum rozstąpił się, gdy Natalie dotarła na najwyższy stopień. Nie uśmiechnęła się. Skinęła jedynie głową kilku prominentnym osobistościom – senatorowi, potentatowi naftowemu – uznając ich za równych sobie.

„Chodźcie” – powiedział Liam, ściskając dłoń Vanessy i łomocząc w gardle. „Teraz albo nigdy. Sterling powiedział, że musimy się szybko skontaktować”.

Przepchnął się przez tłum, torując sobie drogę ramionami i ciągnąc Vanessę za sobą. Podszedł do kręgu tworzącego się wokół Natalie i czekał na okazję.

Obserwował jej interakcje. Jej głos był głęboki, melodyjny, a jednocześnie przenikliwy. Bez trudu przeszła z angielskiego na francuski, a następnie na mandaryński, witając gości.

W końcu odwróciła się lekko, jej wzrok omiótł tłum i na chwilę spoczął na Liamie.

Liam poczuł szok.

Jego oczy były zimne. Martwe.

Przytrzymały go przez chwilę, zanim skupił się na czymś innym.

Dostrzegł swoją szansę.

Wystąpił naprzód i obdarzył ją swoim najbardziej czarującym uśmiechem – tym samym, którym dostawał darmowe drinki od kelnerek, tym samym uśmiechem, którym obdarowywał Vanessę.

„Pani Blackwood” – powiedział cicho Liam z pewnością siebie, której nie do końca czuł. „Naprawdę wspaniały wieczór. Nazywam się Liam Davis, jestem młodszym wspólnikiem w Sterling and Associates. Jesteśmy niezmiernie podekscytowani możliwościami ekspansji”.

W kręgu zapadła cisza.

Liam Davis właśnie przerwał rozmowę Natalie Blackwood z burmistrzem Nowego Jorku.

Natalie powoli się odwróciła. Spojrzała na Vanessę i jednym rzutem oka dostrzegła kiepską jakość materiału jej sukienki, ale zignorowała ją. Wbiła wzrok w Liama.

Z bliska poufałość była silniejsza, ale arogancja Liama ​​go zaślepiła. Był zbyt zajęty podziwianiem szmaragdów, zbyt zajęty gratulacjami z okazji rozmowy z miliarderem, żeby w ogóle dostrzec kobietę.

Natalie pozwoliła, by cisza trwała chwilę. Zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów, dokładnie tym samym spojrzeniem, którym obdarzył ją trzy miesiące wcześniej w restauracji. Sprawiła, że ​​oblał go pot.

Potem kącik jej ust lekko się uniósł, tworząc ledwo dostrzegalny uśmiech.

„Panie Davis” – powiedziała.

Jego głos brzmiał lodowato.

„Sterling and Associates, tak. Przyjrzałem się portfolio pańskiej firmy”.

„Ogromnie podziwiamy osiągnięcia Blackwood Group” – wykrzyknął z ulgą Liam. Wiedziała, kim on jest. „Jesteśmy przekonani, że mamy przewagę konkurencyjną, której potrzebujecie na rynku północnoamerykańskim”.

„Agresywny?” – powtórzyła Natalie, jakby sprawiało jej to przyjemność. „Proszę mi powiedzieć, panie Davis, czy uważa pan, że agresja jest zawsze najlepszą strategią? Czy też uważa pan, że niedocenianie jest czasami o wiele skuteczniejszą bronią?”

Liam zamrugał, zdumiony tym filozoficznym sformułowaniem.

„No cóż… w sądzie agresja wygrywa. Trzeba zdominować przeciwnika”.

„Zdominować?” Natalie powoli skinęła głową. „Ciekawy dobór słów. Zauważyłam, że ludzie, którzy czują potrzebę dominacji, często próbują zrekompensować głęboko zakorzeniony lęk przed nieadekwatnością”.

Vanessa na chwilę odsunęła się od niego; wyczuła zniewagę, ale Liam zbył ją nerwowym śmiechem.

„Fascynująca perspektywa, pani Blackwood. Może moglibyśmy omówić to bardziej szczegółowo. Moja firma przygotowała wstępną propozycję”.

„Jestem tego pewna” – przerwała mu Natalie.

Wytrzymała jego spojrzenie i na chwilę opuściła linię obrony – tylko odrobinę. Pozwoliła kelnerce spojrzeć na mnie oczami dziedziczki.

„Wiesz, panie Davis, przypominasz mi kogoś, kogo kiedyś znałam” – powiedziała cicho. „Ktoś, kto zawsze zamawiał najdroższe danie z menu, ale nigdy nie było go na nie stać”.

Liam zesztywniał. Jego twarz lekko poczerwieniała.

Co to miało znaczyć?

Zanim zdążył zrozumieć, Natalie dała znak Charlesowi, który nagle pojawił się obok niej.

„Charlesie, czy mógłbyś umówić się z panem Davisem na prywatną wizytę w moim biurze jutro rano o dziesiątej?”

Odwróciła się z powrotem do Liama.

„Proszę się nie spóźnić, panie Davis. Nienawidzę ludzi, którzy marnują mój czas. Już wystarczająco dużo zmarnowałam w przeszłości”.

Nie czekając na odpowiedź, odwróciła się, a jej jedwabny tren wirował niczym oliwa wokół kostek i odeszła w tłum. Liam stał oszołomiony, z kieliszkiem szampana przyciśniętym do piersi.

Udało mu się. Umówił się na randkę.

„Podoba ci się” – wykrzyknęła Vanessa, ściskając jego ramię. „Widziałeś, jak na ciebie patrzyła? Bardzo intensywnie”.

Liam powoli skinął głową; pomimo sukcesu ogarnęło go dziwne uczucie niepokoju.

„Tak” – mruknął, patrząc na plecy kobiety, która wcześnie…

Publicité