Publicité

Nowy Rok, który postawił wszystko na swoim miejscu.

Publicité

Faza 4: Ranek 1 stycznia i „wyjdź na chwilę na dwór”

Poranek był szary. Goście spali w różnych miejscach. Maksym chrapał, wyciągnięty na łóżku, niczym władca własnego świata.

Elena wstała wcześnie, wzięła prysznic, związała włosy i włożyła prostą sukienkę i ciepłą puchową kurtkę. Włączyła czajnik w kuchni, żeby dom nie wyglądał na opuszczony.

Swietłana obudziła się pierwsza. Poszła do kuchni, zobaczyła twarz Eleny i wyszeptała:

– Co… planujesz?

Elena nalała sobie kawy.

„Nic impulsywnego. Po prostu kończę coś, co powinnam skończyć dawno temu”.

— Doprowadził cię do szału?

Elena skinęła głową:

„Nie skończył. Po prostu dał mi pretekst, żebym mogła to pięknie skończyć”.

O dziewiątej rano dotarli do kancelarii notarialnej. Paweł Andriejewicz już tam czekał z teczką.

„Jeleno Siergiejewno” – powiedział spokojnie. „Tak to działa: oto umowa małżeńska. Dom jest twoją własnością osobistą, nabytą przed ślubem. Maksym nie jest tu zameldowany. Jego majątek jest, ale prawa nie”.

Jelena podpisała dokumenty pewną ręką.

„Po drugie” – prawnik położył obok niego kolejny dokument. „Zawiadomienie o zakazie wstępu do domu. To nie eksmisja „w ciągu godziny”, ale jasny sygnał: nie może po prostu się pojawić i udawać, że nic się nie stało”.

„Zrobi awanturę” – powiedziała cicho Swietłana.

„Niech tak będzie” – odpowiedziała Jelena. „Mam nagranie. I mam limit”.

Notariusz przypieczętował dokumenty. Jakby nie zamykał dokumentu, a drzwi, które Elena z grzeczności zostawiła otwarte zbyt długo.

Publicité