Ponownie wziąłem do ręki list Floyda.
Chłopcy myślą, że odziedziczą dom i firmę. Ale nie wiedzą, że w ciągu ostatniego roku zaciągnąłem na obie nieruchomości wysokie hipoteki. Dom ma hipotekę w wysokości 1,2 miliona dolarów. Firma jest winna wierzycielom 800 000 dolarów. Nie dziedziczą majątku, tylko długi.
Wpatrywałem się w kartkę. Floyd dał im „truciznę”.
Ubezpieczenie na życie jest prawdziwe, kontynuował list. Ale nie chodzi o 200 000 dolarów. Chodzi o 500 000 dolarów. Jest też inna polisa na 300 000 dolarów, o której nic nie wiedzą. Weź pieniądze, zacznij od nowa i nigdy nie oglądaj się za siebie.
W załączniku była wizytówka z Mitchell & Associates.
Siedziałem w tym pokoju bez okien przez godzinę. Floyd mnie nie porzucił. Wykorzystał swój majątek, żeby mnie chronić. Zadzwonił mój telefon. To był Edwin.
„Colleen” – powiedział ciepłym, pełnym udawanej czułości głosem. „Bianca i ja bylibyśmy zachwyceni, gdybyś wpadła dziś wieczorem na kolację. Zanim zakończymy sprawy prawne”.
„Brzmi uroczo” – powiedziałam. „O której?”
„O siódmej”.