Faza 5: Nikołaj powraca jako odmieniony człowiek i domaga się odzyskania kontroli.
Wrócił do domu spięty tego wieczoru, po cichu zdjął buty, wszedł do kuchni i natychmiast otworzył lodówkę. Jak inspektor.
„Gdzie jest moja?” zapytał.
„Na twojej półce” – odpowiedziałem spokojnie.
Zatrzasnął drzwi.
„Celowo zastawiłeś na mnie pułapkę. Szef dzwonił do mnie dzisiaj. Zasugerował… że jestem „domowym tyranem”. Wyobrażasz to sobie?”
Podniosłem wzrok:
– Wyobrażam sobie. Bo nim jesteś.
Zbladł, a potem uśmiechnął się złośliwie:
– Postanowiłeś mnie zniszczyć? Kim ty jesteś, na litość boską?
Powoli wstałem. Nie chciałem już być mały.
„Jestem człowiekiem, który przepracował dwadzieścia lat. Który płacił czynsz. Który pomagał swojemu synowi”. I który mieszkał obok człowieka, który dzielił się swoim jedzeniem w ramach przydziałów. »
Mikołaj podszedł bliżej:
— Oddaj wszystko jutro. Nic się nie stało. W przeciwnym razie…
„Co jeszcze?” zapytałam bardzo cicho. „Znowu mi powiesz, że muszę o siebie zadbać? Już to mówiłeś. Już to zrobiłeś”.
Zamilkł, bo zdał sobie sprawę, że groźby już nic nie dają.
Otworzyłam szafkę i wyjęłam teczkę. Zawierała moje dokumenty, wyciągi bankowe i umowę najmu pokoju, który kiedyś wynajmowałam i na który odkładałam pieniądze «na wszelki wypadek». Mikołaj nic o tym nie wiedział. Myślał, że ciągle jestem spłukana.
„Tam”, powiedziałam. „Wyjeżdżam”.
„Dokąd?” zapytał z uśmiechem. „Do twojego makaronu?”
„Za moje życie”, odpowiedziałam. „Gdzie nie trzeba zarabiać na prawo do masła”.