Publicité

„Ukryj to dziecko. To przyszły król” – powiedział tajemniczy mężczyzna, kładąc dziecko w ramionach wieśniaczki. – bichnhu

Publicité

Kilka dni później plotki narastały w strachu. Małgorzata szepnęła, że ​​w rzece znaleziono ciało rycerza. Ciemny płaszcz. Bez miecza. Bez pieczęci.

„Może złodziej” – powiedziała Amalia z wymuszoną, obojętną miną.

„A może” – dodała Małgorzata, nachylając się bliżej – „człowiek, który nosił królewskie dziecko”.

Amalia o mało nie upuściła wiadra.

Dotarła do domu drżąc.

Ale w chacie ktoś czekał.

Rozległo się pukanie.

Potem usłyszała głos, który ledwo rozpoznawała.

„To ja”.

Mężczyzna wszedł – zakrwawiony, wyczerpany, ledwo trzymający się na nogach.

„To ja dałem ci dziecko” – powiedział. „Zostałem ranny. Ale już wróciłem”.

Amalia zatoczyła się do tyłu. „Myślałam, że nie żyjesz”.

„Prawie”. Opadł na ławkę. „Ale jestem tu, żeby go chronić”.

To nie był ten sam mężczyzna, którego pamiętała. Coś w jego oczach się zmieniło – stało się mroczniejsze, starsze.

„Twoje imię” – wyszeptała. „Powiedz mi swoje imię”.

„Rowan” – powiedział. „Rycerz Króla Ryszarda”.

Po raz pierwszy od tygodni Amalia poczuła dziwną ulgę, mimo że dręczyły ją wątpliwości.

Rowan został, pomagał w obowiązkach domowych i uczył jej syna Tomasa rąbać drewno. Czuwał w nocy i rzadko spał. Ale skrywał też sekrety – szepty w ciemnościach, spotkania w lesie. Wyłapywała fragmenty:

„Niczego nie podejrzewa”.

„Jutro”.

„Nagroda”.

Strach zatruł jej zaufanie.

Potem wrócili żołnierze.

Po tym nastąpiła zasadzka.

A Rowan zabił mężczyznę w lesie – czyn, który zmusił ich do ucieczki w jeszcze większe niebezpieczeństwo.

Chciała go nienawidzić. Chciała mu zaufać.

Nie wiedziała, co gorsze.

Uciekali przez lasy i burze. Edward płakał, aż bolały ją ramiona. Dzieci potykały się wyczerpane. Rowan krwawił z ran, których nie chciał uznać.

Znaleźli tymczasowe schronienie w zrujnowanym młynie. Potem w leśnej chacie. Później w klasztorze – ale i ten został zaatakowany przez żołnierzy księcia.

Za każdym razem, gdy myśleli, że uciekli, śmierć znów ich znajdowała.

I za każdym razem Rowan stawała między niebezpieczeństwem a swoimi dziećmi.

Powoli, z wielkim trudem, dostrzegała prawdę:

nie był jej wrogiem.
Był złamanym człowiekiem szukającym odkupienia.

Aldrick, rycerz, którego Edward uwolnił jako pierwszego, powrócił. Był ranny, ścigany i być może umierał. Namawiał ich do ucieczki na północ, zanim ludzie księcia zaleją dolinę. Rowan mu nie ufał, ale Amalia postanowiła go posłuchać.

Przemierzali góry, rzeki i opuszczone pola uprawne. Walczyli z zasadzkami. Przechytrzali myśliwych. Prawie zamarzali. Prawie umierali z głodu. Prawie umierali częściej, niż mogli zliczyć.

Publicité