Byli identyczni. Jak cztery krople wody. I nie tylko byli identyczni: byli identyczni również z nią.
Mieli te same falowane brązowe włosy, które lśniły w słońcu. Ten sam delikatny kształt podbródka. A kiedy jedno z nich spojrzało na luksusowy samochód, Mauricio poczuł fizyczny cios w pierś: te oczy. To były jej oczy. Głęboka, szmaragdowa zieleń, nakrapiana złotem, genetyczna rzadkość, którą posiadała tylko rodzina Del Valle.
„Roberto, zatrzymaj samochód” – rozkazał Mauricio. Jego głos brzmiał dziwnie, ochryple.
„Proszę pana, jesteśmy na zielonym świetle, nie mogę…”
„Zatrzymaj ten cholerny samochód!” – krzyknął z takim impetem, że kierowca gwałtownie zahamował i odsunął się na bok.
Mauricio otworzył szybę. Do środka wpadło ciepłe powietrze i hałas drogi. Dziewczyny wstrzymały oddech. Ta, która wydawała się być liderką, wstała, osłaniając pozostałą trójkę swoim drobnym ciałem.
„Chce pan gumę?” – zapytała dziewczynka. Jej głos… brzmiał tak samo melodyjnie, jak ten, o którym próbował zapomnieć przez dekadę.
Mauricio zdjął okulary przeciwsłoneczne. Dziewczynki spojrzały na niego z zaciekawieniem, ale ich nie rozpoznały. Szukał na ich twarzach śladów oszustwa, ale znalazł tylko jedną, druzgocącą prawdę.
Dziesięć lat temu. Wspomnienie uderzyło go jak fala kwasu.